czwartek, 8 listopada 2012

Relacja z Paryskiego Fashion Week'a- sławniejsze znaczy lepsze?


  Przyznaję się bez bicia, że Erasmus mnie pochłonął i stąd moje miesięczne opóźnienie ( tak, wiem- jestem złą blogerką) z notką z Paryskiego Fashion Week'a. Od czego by zacząć...

Może od tego, że dzięki tego typu eventom nabieram dystansu do mody. Uwielbiam ją, jest moim największym hobby, jednak czasami nie czuję się dobrze z osobami, które podzielają moją pasję- blogerkami. Polskimi i zagranicznymi. Nie jestem w stanie identyfikować się z osobami, które radośnie pozują przed fotoreporterami w bluzce na ramiaczkach i szortach, kiedy ja marznę w płaszczu.

  Właśnie to drażniło mnie od początku. Nie czułam, że uczestniczę w najważniejszym wydarzeniu w świecie mody.  Wydawało mi się, że znalazłam sie na targowisku próżności. Pierwszego dnia nie wiedziałam jak mam znaleźć Fashion Week. Co zrobiłam? Podążyłam za grupą "odstawionych" 17letnich dziewczyn i tym sposobem dotarłam tam gdzie chciałam.  Żadna z nich nie weszła na pokazy, bo nie miały zaproszeń.  Za to bardzo ładnie pozowały panom reporterom. Zastanawiam się w takich momentach, czy moda jest ich pasją czy tylko środkiem do bycia rozpoznawalną w internecie? Czy w ogóle ciekawią je najnowsze kolekcje projektantów, czy ważniejsze jest  na ilu portalach z modą streetową się znajdą. 

    Dodatkowo, zazwyczaj to ja byłam najmłodszą osobą na pokazach. Widziałam może z dwa razy osoby w moim wieku ale na pewno nie siedziały w pierwszym rzędzie, tylko ostatnim. 
W Paryżu musisz zapracować by dostać się na pokaz. Bynajmniej nie ilością "lajków" na Facebooku. 

   Ponarzekałam sobie na  próżne blogerki, więc mogę dojść do samego Fashion Week'a.  
Całość nie powalała. Może to kwestia tego, że nie byłam na pokazach tych najbardziej topowych projektantów. Dla mnie, w większości nie miały atmosfery. Przychodziłam, siadałam, oglądałam i wychodziłam. Nie czułam nic niesamowitego oglądając cale widowisko. Może to kwestia niedobranej muzyki. Może miałam zbyt wielkie oczekiwania. Może trafiłam na słabsze kolekcje. Może nie potrafię zapomnieć emocji, które mi towarzyszyły podczas polskiego Fashion Week'a. Po Łodzi wróciłam naładowana pozytywnymi emocjami, żyłam nim przez 2 tygodnie i byłam najszczęśliwszą dziewczyną na ziemi. Po Paryżu.. nie miałam tego uczucia. A bardzo na nie liczyłam. 

John Galliano
Prawda jest taka,że jest mi bardzo trudno ocenić ten pokaz, z powodu miejsca, w jakim go oglądałam.
Był to ostatni rząd i niewiele widziałam. Po przejrzeniu zdjęć dochodzę do wniosku, że dużo nie straciłam.  Nie lubię niepraktycznej mody. Chyba, że jest wyjątkowo piękna. W przypadku pana Galliano mój warunek nie został spełniony. Na pewno dużym plusem kolekcji były piękne płaszcze. Więcej pozytywnych rzeczy nie dostrzegam. Show nie było, muzyka dość nużąca..  Nie czułam nic po wyjściu z pokazu.   A o to mi zawsze chodzi- o uczucie, że doświadczyłam czegoś niepowtarzalnego.










Hexa by Kuho
Pokaz odbył się w pięknej bibliotece prestiżowego liceum Henry IV. Jak dla mnie, miejsce było największym plusem całego show.  Pojawiły się przede wszystkim geometryczne formy, wariacje na temat płaszczy i dużo falban. Jakość ubrań niestety nie wyglądała na tą z najwyższej półki a modelki wyglądały na przestraszone.  Kolekcja nie była w żaden sposób odkrywcza. Ładna, ale czy powinna znaleźć się na Paryskim Fashion Week'u? Nie wydaje mi się.









Junko Shimada
Pierwszy raz byłam na pokazie, który był tak kompletnie odmienny od mojego gustu. Może ja takiego stylu po prostu nie rozumiem, jednak jak dla mnie była to prezentacja kostiumów dziewczyny Alladyna. Nie jest to ani ładne, ani praktyczne. Ani casualowe, ani glamour. Sam pomysł jest interesujący, jednak projektantka nie udźwignęła tego ciężaru.  Nie widzę kobiet, które będą zabijać się o te projekty i których marzeniem będzie wyglądać jak kobieta Shimady...








Talbot Runhof
Projektant zaprosił swoich gości do pięknej sali w hotelu Grand Hotel Intercontinental . Wystrój miejsca był naprawdę piekny. Sam pokaz, już mniej. Runhof zaprojektował kolekcję bardzo glamour, elegancką i kobiecą. Bardzo podobały mi się cekinowe sukienki ( tak, kocham jak się wszystko świeci ). Niestety,  całość nie była ani nowatorska, ani do końca nowoczesna. W jego ubraniach widzę kobiety, które   nie chcą ani nie potrafią ryzykować i zawsze stawiają na bezpieczne fasony. Ot, idealna kolekcja na spotkania żon biznesmenów.  Ładna, ale wciąż nie wystarczająca dobra jak na Paryż.










Arzu Kaprol
Pierwszy pokaz,  z którego wyszłam zadowolona i z delikatnymi motylkami w brzuchu. 
Dobre jakościowe materiały, stonowane kolory, kobiece kreacje, w których nie tylko modelki mają szansę dobrze wygladać. Dodatkowo, piękne szpilki ozdobione koralikami i łańcuszkami w okolicach kostki. Mały detal, jednak od razu dodawał charakteru stylizacjom. Kolejnym plusem była wreszcie odpowiednio dobrana muzyka.  Czasami wydaje mi się, że projektanci kompletnie nie doceniają roli muzyki i tego jak ważnym jest elementem pokazu.  Całość naprawdę dobra i parę rzeczy chętnie bym przygarnęła. 









Lie Sang Bong
Finałowy pokaz całego Fashion Week'a i pierwsze prawdziwe show.  Na wybiegu pojawiły się geometyczne wzory, dużo pepitki, czerwieni i motyli.  Nie jest do końca to co lubię w modzie najbardziej, jednak na pewno jest to kolekcja, którą można nosić na co dzień ( i czuć się w niej wyjątkowo).  Najpiękniejszą częścią pokazu były dwie sukienki zrobione z motyli. Oglądając pokaz miało się wrażenie, że modelki obsiadły te delikatne owady.  Na sam koniec, projektant sprawił, że nad naszymi głowami rozpętała się burza a przez środek wybiegu sunęły modelki zaopatrzone w parasolki z ... motylkami, oczywiście :) 









niedziela, 7 października 2012

Francuski szyk?

  Mój udział w Paryskim Fashion Week'u to zasługa szczęścia, a przede wszystkim życzliwości pewnej osoby.
Recenzje z pokazów w będą następnym poście i troszkę więcej o samym Fashion Weeku również.
Chciałabym się z Wami podzielić moimi obserwacjami dotyczących Fashion Week'a, stylu Francuzów oraz odrobinę porównać to wszystko do naszych polskich realiów.

  Od miesiąca jestem na Erasmusie w Bordeaux i z wielką uwagą przyglądam się temu jak wyglądają Francuzi i Francuzki. Na ile legenda o ich elegancji jest prawdziwa, a na ile to tylko bajka. Nie jestem aż tak bardzo przekonana do świetnego gustu Francuzów, jednak to co ich wyróżnia to fakt dbania o jakość ich ubrań. Dodatkowym atutem jest naprawdę dobra figura Francuzek ( i Francuzów, choć w większości to knypki) oraz to, że nie ulegają trendom. Nie wyglądają na osoby lubujące się w sieciówkach, choć H&M i Zara tutaj raczej nie świecą pustkami. Bardzo możliwe, że mają większą umiejętność miksowania ubrań, bez efektu "Made in H&M"
Nie chce zabrzmieć jak hipokrytka, biorąc pod uwagę fakt, że moja garderoba to w większości Zara i H&M, delikatnie wzbogacona o ubrania od młodych, polskich projektantów. Jednak czuję, że po moim Erasmusie mój styl się trochę zmieni. Szczególnie, że kupiłam sobie piękny vintage kardigan za 5 euro i sweter od Isabel Marant za 11 :>
  Wracając do wyglądu Francuzek, jest trochę lepiej niż w Polsce, ale co trzeba oddać Polkom, to to, że jesteśmy o wiele ładniejsze od nich :) To nie jest tylko moja opinia, ale również moich kolegów, więc zapomnijmy o kompleksach na tym polu.
Francuzki nie mają problemu z założeniem cięższych butów, typu biker boots do letniej sukienki czy szortów. Co w Polsce często jest traktowane jako dziwna fanaberia. Kardigan plus apaszka to również popularne rozwiązanie. Mam wrażenie, że sporo ich ubrań jest vintage, wygrzebanych z szafy mamy czy babci. Jednak noszonych na ich własny, nowoczesny sposób. Należy pamiętać w jakiej się jest dzielnicy. Wystarczy przejść w mniej bezpieczne rejony i naprawdę nie trudno o stylówe a la Praga Południe.

   Osobną kwestią jest styl Francuzów. W porównaniu z naszymi polskimi mężczyznami prezentują się milion razy lepiej. Gdy przyjechałam do Francji, myślałam, że trafiłam do męskiego raju. Naprawdę.                                               Tutaj nawet 40letni Francuz może spokojnie konkurować z 20letnim Polakiem. Nie tylko są przystojniejsi, również ich styl jest lepszy w porównaniu z naszymi mężczyznami. Sylwetka tak samo. Jedyny plus naszych mężczyzn ( oczywiście w kwestii fizycznej ) to wzrost. Bo tym Francuzi nie grzeszą, większość mieści się w granicach 175 cm. Jeśli zdarzy się wyższy, to z aparycją pięknego modela zakochanego w sobie.
Takie są moje obserwacje z Bordeaux.

   Czy w Paryżu jest inaczej? Wbrew pozorom nie. Paryżanie i Paryżanki nie różnią się aż tak bardzo od swoich rodaków w mniejszych miastach. Dopóki nie wejdziemy na pewną ulicę z bardzo drogimi sklepami i knajpami. Jeśli nie masz nic na sobie od Chanel, D&G, Marni, Miu Miu, Valentino czy Chloe to radzę uciekać jak najprędzej. Jeśli zostaniesz tam choćby na parę minut...kompleksy gwarantowane. Nigdy nie wróciłam tak zdołowana po spacerze. W momencie gdy mijają Cię tak piękne osoby, w ubraniach na które nie wiesz czy kiedykolwiek będzie Cię stać, ze świetną figurą, to jedyne o czym marzysz to, żeby zapaść się pod ziemie. Nie należę do osób zakompleksionych, jednak w tamtym momencie, oszołomiona cenami oraz pięknem mnie otoczającym, naprawdę chciałam uciec. 
    Nigdy nie przeżyłam czegoś takiego. Zaczęło mi być naprawdę przykro, bo zdałam sobie sprawę, że taki atak pięknych klonów w Warszawie nie jest możliwy. A przynajmniej na razie.                                                Na pewno jest to dobre dla mnie i mojego samopoczucia, ale po raz kolejny zdałam sobie sprawę jak ważne są pieniądze, jeśli chodzi o modę. Utwierdziłam się w przekonaniu, że jeśli dojdziesz do pewnego, dobrego etapu w stylu to bez pieniędzy, nie przeskoczysz go. Chyba, że potrafisz wynajdować perełki w vintage shopach. Sieciówka nigdy nie będzie lepsza od markowej rzeczy. Po prostu, jest trudno konkurować z osobą, która na samą torebkę może wydać 3000 zł, kiedy Twój outfit mieści się w okolicach 1000 zł.

   Nie chce też, żeby ten post wyszedł jak przeżycia zakompleksionego Polaka w Paryżu. 
Wręcz przeciwnie. Mamy przepiękne polskie dziewczyny ( może mniej pięknych panów ), które ubierają się coraz lepiej. Jeśli Polska będzie bogatszych krajem, to jestem pewna, że pewnego dnia znowu przeżyje atak pięknych klonów na swoim warszawskim podwórku. Niekoniecznie w ciuchach od D&G. Liczę na to, że polska moda będzie coraz lepsza. Już teraz jest dobrze. Jestem pewna, że będzie jeszcze lepiej. 

czwartek, 4 października 2012

Paris Fashion Week SS 2013- Mix zdjęć

Dzisiaj wróciłam z Paryża i przedstawiam Wam mix zdjęć z Paryskiego Fashion Week'a.
Relacje z pokazów i moje ogólne wrażenia napiszę w kolejnym poście, bo przez moje wojaże dopadło mnie przeziębienie. Z góry przepraszam za nie najlepszą jakość zdjęć, ale zdjęcia robiłam moją małą cyfrówką.
Tym czasem, pakuję się do łóżka z kubkiem gorącej herbaty, a w weekend dodam dłuuuugi post!
Pozdrawiam,
Kasia